środa, 23 marca 2016

WYPRAWA IV, cz.2

WYPRAWA IV, cz.2

ROZDZIAŁ III

 Batalion na przeglądzie i blaszkodziobe śpiochy  



Kolejnym ptakiem oznaczonym przez nas na łódzkim terenie był batalion (Philomachus pugnax). Dostrzegliśmy bataliona pośród stada czajek, tyle że z bardzo dużej odległości, więc mogliśmy go obserwować jedynie przy pomocy lunety ornitologicznej. Mała głowa na dużym tułowiu, dość długa szyja, patykowate, długie nogi - to właśnie on. Sylwetką zdecydowanie wyróżniał się spośród czubatych czajek. 
Dla mnie to bardzo cenna obserwacja, więc musiałam się nią podzielić i przynajmniej rysunkiem przybliżyć Wam ten ciekawy gatunek siewkowca, spotykanego najczęściej na mokradłach i torfowiskach.

Kolejny staw i przed oczyma nam pojaśniało, białe, pierzaste sylwetki od lewej do prawej. Jak się już pewnie domyśliliście, czekały na nas stada łabędzi.


Chcieliśmy zliczyć łabędzie "żółtodziobe" (krzykliwe  i czarnodziobe), rzecz w tym, że prawie wszystkie ptaki spały, a nasze próby okazały się daremne. Od czasu do czasu, któryś z blaszkodziobych śpiochów unosił długą, smukłą szyję i okazywał nam swoje łabędzie oblicze.
Łaskawymi dla nas - obserwatorów - okazały się czarnodziobe. Rozejrzały się, przeczesały piórka, aby po chwili ponownie udać się na odpoczynek. I w gruncie rzeczy, obserwowanie takich śpiących ptaków napawa optymizmem, bo widzimy, że w tym miejscu czują się bezpiecznie i mogą żyć spokojnie.




ROZDZIAŁ IV

Przedni weekend


I w tym oto momencie, moje emocje sięgnęły zenitu, bowiem...
Tak, Moi Drodzy, na naszej drodze pojawił się ON - orzeł przedni (Aquila chrysaetos)!!!!!

W Polsce to bardzo nieliczny ptak lęgowy (zaledwie 30-35) objęty ścisłą ochroną gatunkową. Wokół gniazd orłów przednich obowiązuje strefa ochronna: przez cały rok w promieniu do 200m, a okresowo nawet do 500m od gniazda.

Możecie więc sobie wyobrazić, jaka wielka była moja radość i dlaczego ów weekend mogłam nazwać naprawdę "przednim weekendem" :)


Orzeł przedni to bardzo duży, długoskrzydły ptak z charakterystycznie długim ogonem. Jego szata jest ciemnobrązowa z żółtobrunatnym lub rdzawobrązowym karkiem. Podczas lotu można go rozpoznać po charakterystycznej od przodu sylwetce ze skrzydłami uniesionymi w płaskie "V".
Miałam to szczęście, że udało mi się zrobić "przedniakowi" zdjęcie, na którym doskonale prezentuje on nam właśnie tę ostatnią cechę. A uwierzcie mi, nie było łatwo tego orła sfotografować.



Zadowoleni i nieco rozmarzeni  mogliśmy teraz przez chwilę pohulać po polach. Słońce grzało i w powietrzu czuło się wiosnę.










Czy Wy również się rozmarzyliście? :) Koniec tego dobrego, trzeba jechać dalej.
DO ZOBACZENIA :)

poniedziałek, 21 marca 2016

WYPRAWA IV, cz.1

WYPRAWA IV, cz.1

ROZDZIAŁ I

Hej - ho, hej - ho, w teren by się szło :)

Tym razem, aby obserwować ptaki w terenie, wybrałam się nieco dalej. Przy okazji weekendowego Zjazdu Ornitologów Ziemi Łódzkiej, wyruszyliśmy na podbój łódzkiego. Aby przybliżyć Wam miejsca, do których się udaliśmy, przygotowałam mapkę. Trasa na linii ŁÓDŹ (1) - ZŁAKÓW KOŚCIELNY (2) należała do nas. Zajrzeliśmy na stawy w Walewicach i Borowie.



O godzinie 8 rano 5-osobowa ekipa zameldowała się w terenie, byliśmy w pełni zwarci i gotowi na obserwacje. Niestety, ja się tym razem na zdjęcie nie załapałam. Pozostanę więc w ukryciu ;-)


Z racji pory roku i migracji (wędrówek) ptaków w tym czasie, nastawiliśmy się głównie na "watching" wędrujących gęsi. A gdyby przy tej okazji zdarzyła się jakaś gratka ornitologiczna, byłoby cudownie.

Może krótko o migracjach. Zjawisko migracji polega na przemieszczaniu się ptaków między dwoma obszarami - lęgowiskiem i zimowiskiem, które spowodowane jest zmianami warunków atmosferycznych i niedostępnością pokarmu. Ptaki wędrujące w dzień kierują się Słońcem, które zapewnia im orientacje w terenie i służy jako kompas. Natomiast ptaki wędrujące pod osłoną nocy kierują się gwiazdami, a dokładnie mówiąc ich układem względem pozycji Gwiazdy Polarnej. Nieliczne gatunki reagują też na pole magnetyczne Ziemi, inne lecą wzdłuż rzek i szczytów górskich.

ROZDZIAŁ II

Lekkie "niedogęsienie", mimo wszystko

Gęsi białoczelne (Anser albifrons), zbożowe (Anser fabalis) i gęgawy (Anser anser) dało się dostrzec nad polami, mogliśmy obserwować jak stado krążą nad głowami, jednak cały czas nie była to spodziewana przez nas liczba. Na zdjęciu możecie zobaczyć około dwustu osobników.



 Szukaliśmy dalej, bo odczuwaliśmy takie lekkie "niedogęsienie". Marzyła nam się liczba z jednym zerem z tyłu więcej. Gęsi krążyły nam nad głowami, przemieszczały się. Niestety, ale często brutalnie wypłoszone przez nierozważnych i niedoświadczonych obserwatorów, którzy podchodzili zbyt blisko i zakłócali, tak potrzebny ptakom, spokój.




Mój gorący apel do WAS!!

Korzystajcie z uroków natury w sposób rozsądny! Obserwujcie ptaki, ale nie zakłócajcie ich spokoju, nie niszczcie ich siedlisk, nie podchodźcie zbyt blisko gniazd!!!!!


Stadom gęsi w wędrówce towarzyszyły piękne, czubate czajki (Vanellus vanellus). Czajki, choć dużo mniejsze od gęsi, łatwo można było w locie rozpoznać ze względu na ich "łopatowate" skrzydła, łopoczące powoli i ukazujące na przemian biel spodu i czerń na wierzchu. Takie liczne stada migoczą nawet z daleka. Jednak całe dostojeństwo i urodę tych ptaków możemy zaobserwować, kiedy już wylądują i przechadzają się po łąkach. Widać wówczas jak głęboką zielenią i purpurą mienią się ich pióra, a czarny czub na głowie powiewa na wietrze.





I jeszcze jedna czajka, z przyjemnością ją rysowałam :)



Na chwilę zatrzymamy się przy czajkach :)

A już w kolejnej części ptasich wypraw dowiecie się, dlaczego ten weekend nazwałam "PRZEDNIM" :)

DO ZOBACZENIA :)))

MÓJ PTASI KREWNIAK - WÓJCIK



Moi Drodzy CZYTELNICY :)


Piszę tutaj dla Was o moich ptasich przygodach, jednak do tej pory nie przedstawiłam się Wam należycie. Jak już pewnie zauważyliście czytając ten blog, nazywam się WÓJCIK, a wójcik to... ptak. Poznajcie więc mojego małego, ptasiego krewniaka :)


A oto i WÓJCIK :) Ten ruchliwy ptaszek nie dał mi się jeszcze nigdy sfotografować, a zdjęcie zdobyłam dzięki uprzejmości DAWIDA KILONA, ornitologa, który bliskich spotkań z wójcikiem doświadczył już niejednokrotnie. Obiecuję Wam, że jeszcze w tym roku uda mi się wójcika "sfocić", niech to będzie takie wyzwanie dla mnie. A wójcikowe zdjęcia na pewno zamieszczę na "ptaszolubach".

WÓJCIK (Phylloscopus trochiloides) jest małym i żwawym ptakiem, niezwykle ruchliwym, który nieustannie przeskakuje z miejsca na miejsca, poruszając skrzydłami i ogonem. Posiada on nie lada zdolności wokalne i zaskakuje swoimi trelem. Najczęściej najpierw go usłyszymy, a dopiero potem, przy odrobinie szczęścia, wypatrzymy. Można go spotkać w nizinnych lasach liściastych, gęstych zadrzewieniach i zagajnikach. Niestety bardzo rzadko, gdyż to ptak wędrowny, a nasz kraj odwiedza w miesiącach od maja do lipca.



sobota, 19 marca 2016

WYPRAWA III, cz.3


WYPRAWA III, cz.3

ROZDZIAŁ X

Spacer w słońcu z dzięciołami



Mroźna aura poranka zniknęła. Niebo zachwycało już teraz swym błękitem, a słońce raziło w oczy. Przyroda dokoła nas zmieniła swój wygląd  i przyodziała się w zupełnie inne barwy, jakby w jednej chwili skończyła się zima. Przez chwilę wydawało mi się, że znaleźliśmy się w całkiem innym lesie.



 
Przez kolejne kilometry wędrówki pławiliśmy się w promieniach słonecznych i liczyliśmy dzięcioły duże (Dendrocopos major), które, co rusz, pojawiały się na naszej drodze.




Udało nam się też oznaczyć pierwszego w tym roku dzięcioła zielonego (Picus viridis), który jednak w jednej chwili zniknął nam z oczu i szybko wtopił się  w otoczenie.

Zabawę w chowanego z nami rozpoczęły też kowaliki (Sitta europaea). Te małe gagatki z czarnym paskiem na oczach przypominającym mi maskę Zorro, posiadły umiejętność schodzenia głową w dół. Na jednym z moich zdjęć zobaczycie, jak kowalik zerka na nas zwisając z gałęzi do góry nogami.




ROZDZIAŁ XI
Po śladach


Nie mam pojęcia skąd ta chęć się bierze, może zrodziła się pod wpływem czytanych niegdyś książek o Indianach, może to właśnie Winnetou Karola Maya zainspirował mnie, ale mam taką niedopartą chęć nauczenia się, jak rozpoznawać zwierzęta po tropach (odciskach kończyn pozostawionych na podłożu), a zwłaszcza po śladach (żerowiska, nory, miejscach walk i odchody). Ostatni czasy zwłaszcza odchody przykuwają moja uwagę. Wiem, wiem, może to wydać się komuś dziwne, ale tak właśnie mam.
Podczas naszej wycieczki, śladami, które zdecydowanie przeważały okazały się być odchody saren, ale jeszcze jeden ślad przykuł moją uwagę, może komuś z Was uda się rozpoznać to znalezisko?

ROZDZIAŁ XII
Kotki na wierzbie

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Te kilka godzin w terenie minęło szybko, jak  z bicza strzelił. Niebo powoli zasnuło się chmurami i przyszła pora, aby wracać do domu. Z oddali dobiegały do nas głosy żurawi, wiatr kołysał drzewami, a tak spędzony wspólnie dzień uznaliśmy za naprawdę udany.
I jeszcze taki mały optymistyczny akcent na koniec wycieczki na spotkał, bo zobaczyliśmy kotki (bazie) na krzaku wierzby.
 Już niedługo te kwiaty zakwitną pięknie na żółto i przyjdzie wiosna :)





środa, 16 marca 2016

WYPRAWA III, cz.2

WYPRAWA III, cz.2


ROZDZIAŁ VI

W leśnej głuszy



Bajka zaczęła się, las jakby ożył, słychać było delikatny ruch gałęzi podczas wiatru, dzięcioły wykuwające w pniach dziuple, śpiew dochodzący z każdego zakątka lasu. Były też momenty, kiedy wszystko jakby zastygało na chwilę, a w uszach dźwięczała cisza.

Z mojej głowy całkowicie zniknęła świadomość, że kilkanaście kilometrów dalej, krajobraz jest zgoła inny. Nie dało się tutaj poczuć ani krzty cywilizacyjnego pędu.

A tak z innej beczki, to polecam taką formę wspólnego spędzania czasu wszystkich parom, tym z dłuższym stażem, takim jak nasz, bo to już dwanaście lat mija, od kiedy jesteśmy razem - a tak na marginesie, to my nawet do tej samej klasy w podstawówce chodziliśmy J - ale również tym ze stażem krótkim, żeby lepiej się poznać i zbliżyć duchowo do siebie.

ROZDZIAŁ VII
Bezkres

W lesie, ani żywej duszy, poza… a to miła niespodzianka, najpierw zaświeciło mi przed oczyma białe lustro na sarnim zadzie, potem zobaczyłam jak strzyże łyżkami. Ta sarna była naprawdę bliziutko, widząc nas szybko pomknęła głębiej w las. Potem, ku niezwykłej uciesze mojego męża - a tak nawiasem mówiąc, to niezwykle miło ogląda się radość na twarzy bliskiej ci osoby, tak bardzo naturalną, niczym nieskrępowaną. Zobaczyliśmy myszołowa (Buteo Buteo), a był to Bartka pierwszy myszołów widziany z tak bliska. Widać, w naszej rodzinie panuje jakaś zaraźliwa słabość do myszołowów, zdołaliście się już przecież przekonać, jakich emocji dostarczyły mi poprzednie spotkania z tymi ptakami. Niestety, tego osobnika nie udało nam się sfotografować.
Idźmy dalej, bo przed nami kolejne odurzające swym pięknem widoki.  Niby to nic takiego, a jednak widok ten napawał nas melancholią i głęboką refleksją nad wszystkim, co nas otacza. Zobaczcie sami.

To była taka, trochę bezkresna kraina, spowita mgłą, przez którą przedzierały się pierwsze promienie porannego słońca. Mgła długo towarzyszyła nam tego  dodając całej wyprawie wiele tajemniczości.
Widoków, które urzekły nas po drodze było niemało. Każdy jedyny w swoim rodzaju, każdy inny, a wiele rzeczy mogło tutaj zachwycić.

Zdjęcie, które za chwilę Wam pokażę, jest, oczywiście poza fotografiami ptaków, które są zawsze u mnie w czołówce, zdjęciem najlepiej oddającym klimat  i niezwykły czar tego poranka w rezerwacie „Dziki Ostrów”.

ROZDZIAŁ VIII
Samiec samca wypatrzył

Mgła zaczynała powoli opadać, słońce delikatnie ogrzewało mroźne powietrze, z gałęzi kapały nam głowę kropelki wody, szadź topniała. W lesie zaczęły odzywać się rozmaite wróblaki. Kiedy znaleźliśmy się na skraju dąbrowy,  naszym oczom ukazało się jakieś domostwo, na drutach wysokiego napięcia obok siedziała się śliczna samiczka trznadla (Emberiza citrinella).
Trznadle lubią pomieszkiwiać na skraju lasu, polanie czy wrzosowisku, więc skoro jest tu ona, to może jest także i on. Był, siedział na pobliskim krzaku, a wypatrzyło go czujne oko innego samca, mojego Bartka J
Samiec był już pięknie wybarwiony, bardzo czujnie się rozglądał i nie dał długo nam na siebie patrzeć, bo po chwili wzbił się do lotu i ukrył w pobliskiej gęstwinie, jednakże szybkie zdjęcie, na którym widać intensywnie żółty kolor jego upierzenia, udało mi się wykonać.


ROZDZIAŁ IX
Przyczajeni - ukryci

Staraliśmy się trzymać szlaku, jednak boczne ścieżki i mroczne zakamarki lasu, zawsze wiodą na pokuszenie. Warto jednak podkreślić, że tylko te, w których nie obowiązuje zakaz! Każdy miłośnik przyrody powinien wiedzieć o specjalnie wydzielonych strefach ochrony całorocznej bądź częściowej, na które
wstęp jest wzbroniony. Przykładowo, taką ochroną strefową miejsc rozrodu objętych jest jedenaście gatunków ptaków drapieżnych i puchacza. Są to następujące gatunki: orlik grubodzioby (Aquila clanga) - zagrożony w skali światowej), bielik  (Haliaeetus albicilla) i orlik krzykliwy (Aquila pomarina) - w Polce gniazduje około dwudziestu procent populacji europejskiej tych ptaków!, orzeł przedni (Aquila chrysaetos), rybołów (Pandion haliaetus), gadożer (Circaetus gallicus), orzełek (Aquila pennata), sokół wędrowny (Falco peregrinus), raróg (Falco cherrug), kania ruda (Milvus milvus), kania czarna (Milvus migrans), puchacz (Bubo bubo), sóweczka (Glaucidium passerinum), włochatka (Aegolius funereus) oraz bocian czarny (Ciconia nigra).
 Jeżeli oczywiście pojawiła się legalna możliwość zapuszczenia się głębiej            w chaszcze, z wielką ochotą z niej korzystaliśmy. Skusiły nas żurawie, których klangor ponownie zwrócił naszą uwagę.  Gdybyśmy mieli wrócić w miejsce, w którym spotkaliśmy je po raz pierwszy, zajęłoby nam to bardzo dużo czasu, postanowiliśmy więc, zbliżyć się do nich od drugiej strony. Opłacało się przeprawić tą drogą, zobaczyć niezwykły żurawi taniec i ukradkiem pstryknąć jeszcze jedno zdjęcie.



Wkrótce dołączył do nich trzeci osobnik, który długo krążył nad polami i łąkami wydając głębokie, wibrujące dźwięki.


Już w kolejnej części opowiem Wam o spacerze w słońcu z dzięciołami, zabawie  w chowanego z kowalikami, poszukamy też śladów zwierząt w lesie :)

ZAPRASZAM DO LEKTURY :D









poniedziałek, 14 marca 2016

WYPRAWA III, cz.1

WYPRAWA III, cz.1



WSTĘP



Człowiek to nadzwyczaj dziwne stworzenie, które, niestety, bardzo często działa zgodnie z przysłowiem „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Wielu z nas wydaje duże sumy na zagraniczne wycieczki, po czym i tak z wyjazdu wracają oni niezadowoleni, zmęczeni i sfrustrowani.

Jak się okazuję, niezwykłe miejsca są w zasięgu ręki, nie wolno ich tylko przeoczyć.

 
ROZDZIAŁ I
Jak to zrobić, by się nie narobić J

Zbliżał się weekend, zmęczeni po całym tygodniu pracy, planowaliśmy, jak efektywnie go wykorzystać, jednocześnie wypocząć i pobyć trochę razem.
Po mojej głowie, tradycyjnie już, chodziły pomysły o jakiejś dalekiej wyprawie przyrodniczej w nieznane, z kolei Bartek - mój mąż był skłonny spędzić ten czas nieco mniej aktywnie, w domowym zaciszu, nie tłukąc się kilka godzin w podróży, bez porannego zrywanie się z łóżka. Teoretycznie, trudno znaleźć  w takiej sytuacji konsensus, ale jak się okazuje, tylko teoretycznie.
Postanowiłam więc, przetrząsnąć internet w poszukiwaniu miejsca ciekawego i położonego nie dalej niż jakieś 20-30 kilometrów od Bydgoszczy. Wyglądało na to, że znalazłam coś odpowiedniego.



ROZDZIAŁ II
Poranne wstawanie w trzech krokach

Z porannym wstawaniem był oczywiście problem, dlatego trzeba było wykonać szybkie, drastyczne posunięcia, aby żadne z nas, przypadkiem, nie rozmyśliło się.
Zerwałam się z łóżka po godzinie szóstej. Wiedziałam, że dając sobie jeszcze kilka minut drzemki zasnę na dobre i z wyjazdu nici, zwłaszcza, że jak zwykle położyłam się spać około godziny 3 nad ranem (prowadzę typowo sowi tryb życia).
Tak więc na trzy: raz, dwa, trzy… wyskakujemy z łóżka i w te pędy pod prysznic!
Prawdziwie „ciężki przypadek” do rozwikłania był jeszcze przede mną. Bartek, osobnik śpiący twardo, który zaległ jak kłoda na łóżku, a poza tym nie był do końca przekonany o słuszności wyjazdu. Musiałam działać szybko i skutecznie. Na raz, podniesienie rolet w oknach - niewiele to pomogło, bo w lutym o tej porze jest jeszcze ciemno, na dwa - zapalenie jasnego, bijącego po oczach światła - no tak, tylko że oczy, to on miał cały czas zamknięte, tak więc czas przejść do kroku trzeciego - włączenia muzyki. Powiem Wam, że nawet sprawnie to poszło J
 
ROZDZIAŁ III
Moja mała zamglona Barcelona i edukacja małżeńska w jednym

Najedzeni, ubrani, spakowani i gotowi do drogi, opatuleni w ciepłe szale       i czapki wyruszyliśmy. Opatulić trzeba się było, po poranek zaskoczył dużym przymrozkiem. Cóż, nie powinno to dziwić, bo w końcu mamy zimę, tyle że kilka dni wcześniej temperatura sięgnęła 10 stopni Celsjusza. Ażeby osiągnąć cel naszej wyprawy, musieliśmy najpierw dojechać do podbydgoskiej Brzozy, jakieś 20 minut jazdy PKS-em, który… nam uciekł. Do dziś nie wiem, jak ja sprawdziłam rozkład, w każdym bądź razie do następnego mieliśmy jakieś 40 minut.
Wykorzystaliśmy ten czas na spacer na Brdą. Rześkie, mroźne powietrze, delikatna pokrywa lodu na kałużach, i gęsta mgła, która unosiła się nad rzeką, urzekły mnie. Okolica spowita była senną, tajemniczą mgiełką, widok bardzo książkowy, taki z lekka poetycki, przywołał mi na myśl powieści Carlosa Ruiza Zafona, jeśli ktoś kiedyś z Was miał kiedyś okazję czytać, np. „Księcia mgły”, „Światła września”, czy „Marinę”, to może sobie wyobrazić, jak się czułam (jeśli nie czytaliście, to szczerze polecam).
Była to też dobra okazja do krótkiej powtórki z blaszkodziobych J Trochę poedukowałam Bartka z dymorfizmu płciowego, z funkcji i wyglądu lusterek                   u kaczek, szat godowych, zachowań i… poszliśmy na autobus.



ROZDZIAŁ IV
Kraina lodu

Chyba mogę Wam w końcu zdradzić, dokąd jedziemy. Rezerwat przyrody Dziki Ostrów zajmuje 74,7 hektara powierzchni znajdującej się w północno-zachodniej części Obszaru Chronionego Krajobrazu Łąk Noteckich w obrębie leśnictwa Smolno. Wartością rezerwatu są, między innymi zbiorowiska dąbrów        z bardzo rzadkimi gatunkami runa leśnego, a także fragmenty łęgów i olsów. Nie brakuje tutaj także pagórków wydmowych. Rezerwat od wielu lat znany jest  z wielu osobliwości  florystycznych. Wzmianki na ten temat można już odnaleźć  w zapiskach z 1938 roku, w których wymienione są takie gatunki roślin jak kosaciec syberyjski, pszczelnik wąskolistny czy buławnik czerwony.
 Tam właśnie zmierzaliśmy. Z nadzieją, nie tylko na podziwianie torfiastych łąk nadnoteckich, ale również na spotkanie interesujących gatunków ptaków.     W autobusie wygrzaliśmy trochę stare gnaty i byliśmy gotowi na dalsze przygody. Z Brzozy zaczęliśmy kierować się w stronę niebieskiego szlaku turystycznego znanego „Szlakiem Pałuckim” prowadzącego z Brzozy przez Wałownicę, rezerwat „Dziki Ostrów”, Jakubowo, aż do Łabiszyna.
Pierwsza na drodze do rezerwatu powitała nas bogatka (Parus major). Niczym kur piejący na dachu, bogatka na czubku drzewa oznajmiała swoją obecność.


 
Zanim  dotarliśmy na wskazany szlak, już po drodze mogliśmy nacieszyć oko i nakarmić ducha. Z powodu niskiej tej nocy temperatury okoliczne łąki pokryte były szronem. Wyglądało to tak, jakby ktoś posypał źdźbła i gałązki cukrem. Te małe kryształki lodu powstają, gdy powietrze jest bardzo wilgotne,  a temperatura przy powierzchni jest ujemna. Jeżeli niewiele pamiętacie z fizyki i chemii, to dodam jeszcze tylko, iż tę przemianę nazywamy resublimacją.

Widzieliśmy też niezwykłe zjawisko, jakim jest szadź. Gdy przyjrzymy się dokładnie, zauważymy, że na gałązkach utworzyły się maleńkie lodowe igiełki. Igiełki te powstają z kropelek wody znajdujących się powietrzu, np. podczas mgły.

ROZDZIAŁ V
Pierwsze fanfary

Pierwsze oznaczenie niebieskiego szlaku widoczne na pniach drzew, czerwono-biała tablica z godłem informująca, że właśnie przekroczyliśmy granicę rezerwatu i nagle… aż podskoczyliśmy, gdy zza krzaków rozległ się niezwykle dźwięczny i donośny głos, coś jakby fanfary. Tak, tak, Moi Drodzy, to były żurawie (Grus grus), pierwsze Bartka żurawie w tym roku. Jeśli pamiętacie wydarzenia poprzedniej wycieczki, którą opisywałam, wiecie już , że ja, na swoje pierwsze      w tym roku osobniki natknęłam się w drodze do Ostrówka, ale te żurawie, cieszyły mnie równie mocno. Widziałam, że Bartek, którego dopiero zaczynam wciągać w tą wielką ptasią przygodę, zachwycił się nimi tak bardzo jak ja, a może nawet bardziej. Widok zapierał dech w piersiach, kiedy te dostojne, olbrzymie ptaki przechadzały się w porannej mgle. Byłam pewna, że wycieczka będzie udana J

Co przyniesie nam ten dzień? Jakie tajemnice kryje rezerwat? O tym, już wkrótce :)

ZAPRASZAM!!!